MROZU, zagrał 1 maja 2023 na wrocławskim Rynku swój wielki przebój zdedykacją do gitarzystów szykujących się do ustanowienia nowegoGitarowego Rekordu ŚwiataR
Nigdy mnie nie zawiodłem, didi-down-down-down Teraz pokażę ci, pokażę Jak schodzę na dół, solo Nie, nie, idę sam Tak, lepiej, lepiej, patrz na mnie teraz Bo wiem jak odpuścić Zrobię to, zrobię to sam, woah O nie, idę sam Tak, lepiej, lepiej, patrz na mnie teraz Bo wiem jak odpuścić Więc widać wyraźnie, że jestem
Bo mnie do niego nie wpuszczą! Dobrze, że jestem szczupła, nic nie było widać. „Mam” – odpowiadam. „Ile?” Myślę: „Muszę powiedzieć, że dwoje, bo jak jedno, to też mnie nie puści”. „Chłopca i dziewczynkę”. „Skoro dwójkę, to już rodzić nie będziesz. A teraz posłuchaj: centralny układ nerwowy jest całkowicie
2015 | Nie ma nic za darmo | Konto godne polecenia | BZWBKAgencja | Red8Art Director | Paweł StankiewiczCopywriter | Irek BrodaDIR/DOP | Łukasz KośmickiProdu
FUNDACJA BO JAK NIE MY TO KTO, ul. 277, 36-055 Bratkowice, KRS 0000592763, REGON 363261009, NIP 5170372832, opinie, kontakt, adres
Provided to YouTube by Universal Music GroupJak nie my to kto (MTV Unplugged) · MrozuJak nie my to kto℗ 2023 MrozuReleased on: 2023-09-20Studio Personnel, M
Bo Jak Nie My To Kto, Gostkowo, Toruń, Poland. 305 likes. Integracja,satysfakcja z działań społecznych.
Tekst:Ref. Bo jak nie my to kto?Bo jak nie my to kto?Bo jak nie my to kto o o o?Bo jak nie my to kto?Bo jak nie my to nikt tego lepiej nie zrobi tu!Daj więce
Bo ‛kochają pieniądze’. Kiedy słyszą, co on mówi, ‛zaczynają z niego kpić’ (Łukasza 15:2; 16:13, 14). Jednak nie udaje im się wprawić Jezusa w zakłopotanie. Mówi do nich: „Przed ludźmi udajecie prawych, ale Bóg zna wasze serca. Bo to, co ludzie uważają za wielkie, w oczach Bożych jest obrzydliwością” (Łukasza 16:15).
Wytrwale zwracaj się o pomoc do „Ojca tkliwych zmiłowań i Boga wszelkiego pocieszenia”, pamiętając, że On rozumie twoje uczucia i wie, czego ci potrzeba ( 2 Koryntian 1:3 ). Wspomniana we wstępnym artykule Maria mówi: „Czasem mam w głowie taki mętlik, że nie wiem, o co się modlić. A jednak jestem przekonana, że Bóg rozumie
7VHkg. Siemaneczko! Postanowiłam trochę nieco popisać o swoich rozmyśleniach. Opowiem wam trochę o sobie, jak i o innych szarych ludziach. Ogólnie? O życiu. Moje doświadczenia pozwoliły mi zrozumieć... Jak nie my to kto spełni za nas marzenia? Musimy pragnąć tego czego chcemy. Uwirzmy, że potrafimy. Może przyda nam się też do tego szczęście, no ale, bez pracy nie ma kołaczy. Ostatnio w moim życiu pojawiło się coś, co nigdy nie myślałam że się przytrafi. Zawsze byłam pewna siebie w tej sytuacji. Gdy poszłam do Liceum wszystko się zmieniło. Trochę moje życie się zmieniło. Postanowiłam walczyć o swoje marzenia i je spełniać. W jaki sposób? Swoją pracą. Wzoruje się na kilku osobach i oni mi dają tą siłę do walki. Gdy widzę, że komuś się udaje. Czemu mi ma się nie udać? Cztery lata temu, gdy zaczęłąm chodzić do gimnazjum, w ogóle nie wiedziałam, co zrobie ze swoim życiem. Do czego będę dąrzyła. Dzisiaj może aż tak doświadczona nie jestem ale wiem że kiedyś w przyszłości, usiądę i powiem, że zrobiłam wszystko to co chciałam. Moja pisownia, nigdy nie była najlepsza. Przyszłam do gimnazjum, ktoś w moim pokrętnym pisaniu zobaczył potencjał. Zaczełam pisać felietony, recenzje, opowiadania, nawet napisałam własną książkę i wierzę że kiedyś napiszę jeszcze lepszą, którą być może ktoś z was zobaczy w księgarniach na półce. Własnie tego chce! Chce się rozwijać! Co to jest życie? Umiecie sobie odpowiedzieć na takie pytanie? A może jakie jest wasze życie? Chcielibyście coś w sobie zmienić? A może chcecie rozwijać swoją pasję bądź ją znaleźć? Nie czujecie się sobą w swoim towarzystwie? Zmiencie to wszystko. Wiecie kiedy powinniście zacząć? TERAZ. Przecież życie jest za krótkie by tracić tak dużo cennego czasu. Jak się nie uda, postarajcie się jeszcze raz. Naprawdę jesteśmy tylko ludźmi, każdy popełnia błędy. Ale gdy czegoś naprawdę chcemy i pragniemy napewno się uda. Gdy miałam 5 lat zobaczyłam gitare u wujka. Od dziecka chciałam ją chociaż dotknąć. Ale zawsze słyszałam od rodziców - nie dotykaj bo zepsujesz. Potem gdy byłam trochę starsza mówili że to trudne do nauczenia i nie chcą kupić czegoś co odłoże w kąt. Wiecie co? Powiem wam coś. Nigdy tak nie myślcie, bo to bzdura. Miałam 13 lat wreszcie poprosiłam wujka o porzyczenie gitary. Może nie była zbyt dobra, ale na czymś spóbować trzeba. Złapałam gitare i po chwili już umiałam kilka akordów. Granie na niej stała się moją pasją. To nie zwykłe brzdąkanie to muzyka którą tworze. Nie wiem, jak byście ocenili moje granie jak na te 3 lata pracy, ale przedewszystkim jestem z siebie zadowolona. Co myślicie gdy widzicie na ulicy normalnych ludzi? No po prostu człowiek. A właśnie. A Ja chce pokazać, że nie jestem zwykłym szarym człowiekiem, który ma tylko jakieś imię i nazwisko i nikogo to nie obchodzi. Chce w życiu robić to co kocham i życie samo nie będzie mi mówiło co mam robić, tylko ja będę ustalała zasady. Jak nie my to ktoś inny? Nigdy. Napisałam co myśle o życiu i co powinniśmy robić by je zmienić na lepsze. Życie jest darem, nie zapomnijmy tego. "Kiedy upadamy na dno, otwieramy się na największe zmiany". Do następnego!TuKama.
Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić Kasię. Kilka lat temu robiłam dla Niej bukiet ślubny (jak ten czas leci....) ale tym razem nie chcę pisać o kusudamie i bukietach. Kasia tworzy biżuterię. Jej prace możecie zobaczyć na Facebooku oraz na blogu. Jest wiele osób które zajmują się sutaszem, ale.... nie często spotyka się tak niebanalne połączenia kolorów i dokładność w wykonywanej pracy. Aktualnie naszyjnik Kasi bierze udział w konkursie I Ogólnopolskich Mistrzów w Tworzeniu Biżuterii!!!! Drogie blogowiczki i tutaj moja prośba do Was. Serdecznie proszę o głosy na pracę, która w konkursie ma numer 1!!!! Pod tym linkiem można oddawać swoje głosy: Zastanawiałam się wczoraj ile tworzy się takie cudo i chyba nie chcę wiedzieć :) Kasia brała również udział w tegorocznej edycji BIŻUTERYJKI DLA WOŚP. Jak co roku dziewczyny stworzyły małe dzieło sztuki, które zostało wylicytowane za 4 850,00 zł!!! Inne prace Kaśki wyglądają tak: Nie potrafię zdecydować która podoba mi się najbardziej, chyba chciałabym je mieć wszystkie. Mam nadzieję, że przekonałam Was i oddacie swój głos w konkursie. W końcu trzeba sobie pomagać. BO JAK NIE MY TO KTO?? :) Chodzi mi dzisiaj ten utwór po głowie i stąd wiął się tytuł posta. Pogrzebałam dzisiaj w starych zdjeciach szukając bukietu, który tworzyłam na ślub. I znalazłam: Buziaki. Agnieszka.
Podczas ostatniej randki zostałam zapytana o moje wakacyjne plany. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że nie wyjeżdżam nigdzie. Mój towarzysz nie bardzo był w stanie pojąć to, że w wakacje można nie wyjechać, no bo: "Co ty niby będziesz robić w tej Warszawie?". Chłop był w totalnym szoku, bo: "Tak się w ogóle da?". No ja uważam, że się da, ale chyba niespecjalnie go przekonałam. Zdecydowanie trafiłam do szufladki, w której umieszcza się ludzi pokręconych i kompletnie nienormalnych. Życie nie raz pokazało mi, że wakacje w przypadkowym towarzystwie mogą być istnym koszmarem i człowiek wraca z nich bardziej wyczerpany niż przed wyjazdem Przebywanie w wakacyjnych kurortach pełnych par i grup znajomych nie wydaje mi się zbyt pociągające. Jestem z natury gadatliwa i interaktywna, więc słabo by było skończyć jak Tom Hanks w "Cast Away" Dziś opowiem wam, dlaczego jeszcze, będąc singielką, nie wyjeżdżam nigdzie na wakacje Więcej podobnych historii znajdziesz na stronie głównej Wakacje to jest zawsze temat, który rozbudza wyobraźnię i rozgrzewa dyskusję niczym fala tropikalnych upałów, która podobno zbliża się do naszego pięknego kraju. Dywagacje gdzie i kiedy najlepiej wyjechać, co zwiedzić, gdzie zjeść to są moje ulubione rozmowy, w których z reguły… staram się nie udzielać. Kiedy rozmowa schodzi na temat urlopu, ja robię wszystko, by stać się ninją i nie przyciągnąć czyjejś uwagi. W sumie całkiem łatwo można to osiągnąć, gdy dyskusja odbywa się w kilkuosobowej grupie. Gorzej, jeśli jestem na randce i pada pytanie: "A Ty gdzie jedziesz na wakacje?". Dla jasności – nie mam problemu z udzieleniem odpowiedzi na to pytanie, ale za to coraz częściej nie mam ochoty na całą dramatyczną dyskusję, która następuje po mojej odpowiedzi. Prawda jest taka, że moi rozmówcy zdecydowanie słabo sobie radzą z wzięciem na klatę odpowiedzi "nigdzie". Pokuszę się nawet o tezę, że informacja o tym, że cała moja rodzina została wymordowana przez gang psychopatycznych seryjnych morderców, gdy byłam jeszcze dzieckiem, nie poruszyłaby moich rozmówców tak dogłębnie jak informacja o tym, że nigdzie nie wyjeżdżam w wakacje. Bo przecież… no jak tak można? No nie można tak! Co to za urlop, jak się nie wyjedzie? Trzeba wyjechać choćby nad polskie morze. A jak się nie może nad morze, to w góry. No i ja nie twierdzę, że wakacyjne wyjazdy nie są fajne. Totalnie są. Tylko, że mnie przed tymi wyjazdami powstrzymują zasadniczo dwie kwestie: fundusze i towarzystwo. Tak się składa, że nie mam albo jednego, albo drugiego, albo trafiam kumulację i oba czynniki są grane na raz. W sumie już sam fakt, że kogoś nie stać na wakacyjny wyjazd powinien być wystarczająco racjonalnym argumentem, by to zrozumieć. Prawda jest jednak taka, że mimo coraz bardziej dramatycznej sytuacji ekonomicznej, która dotyka coraz większe grono osób, ludziom trudno jest zrozumieć, że brak kasy wystarczy, by nie wyjechać na wakacje. No bo przecież: tanie loty, last minute, możesz jechać do ciotki, babki, prababki, czy kogokolwiek, komu się można zwalić na głowę. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób tak spędza wakacje. Jednak nawet tanie loty i bycie czyimś dzikim lokatorem nie jest totalnie za darmo. Nie mówiąc już o tym, że osobiście nie wyobrażam sobie goszczenia się u kogoś i niezrewanżowania mu się w żaden sposób. A że nie jestem z tych osób, które zdecydowałyby się na wzięcie kredytu na wakacje, to nie wyjeżdżam, jak mnie nie stać. Prawda jest taka, że przez lata, zbierając na wkład własny, potem na wykończenie mieszkania, po drodze kilka razy poważnie chorując (a leczenie do tanich nie należy), zwyczajnie nie byłam w stanie odłożyć nigdy aż tyle, żeby móc sobie pozwolić na wyjazd co roku. Wiem, że raz się żyje, że podróże kształcą, a inwestowanie w nie, to inwestycja we wspomnienia. Wiem, że warto. Jednak nawet, kiedy uda mi się coś uzbierać, ale za to nie mam towarzystwa, z którym mogłabym wyjechać, to wolę nie wyjeżdżać wcale. No i zaraz tu się znajdą osoby, które powiedzą, jak to jest dobre dla głowy tak się wybrać w samotną podróż, jak to można się zaprzyjaźnić ze sobą, jak można przemyśleć wiele kwestii. Nie twierdzę, że nie ma w tym racji. Szkopuł tkwi jednak w tym, że ja absolutnie nie czerpię radości z samotnego eksplorowania nowych miejsc. Jak mam gdzieś jechać sama, to wolę nie jechać, bo uznaję, że po co mam wydawać kasę na wyjazd, który i tak nie bardzo mnie ucieszy. Przebywanie w wakacyjnych kurortach pełnych par i grup znajomych nie wydaje mi się zbyt pociągające. Jestem z natury gadatliwa i interaktywna, więc słabo by było skończyć jak Tom Hanks w "Cast Away" i nie mając towarzystwa do rozmów, zacząć gadać z piłką na jakiejś egzotycznej plaży ;) No ale argument o tym, że jak nie mam z kim, to nie wyjeżdżam, też jest z reguły niespecjalnie przekonujący dla moich rozmówców. Przecież tyle jest wyjazdów dla takich ludzi jak ja: samych, samotnych, niesparowanych. Ciąg dalszy artykułu pod materiałem wideo: Faktycznie muszę przyznać, że obecnie oferta wakacyjnego wypoczynku skonstruowana dla singli jest zdecydowanie bogatsza niż jeszcze parę lat temu. Od spływów kajakowych, przez rejsy po Karaibach, trekking w Szkocji, aż po "słońce i przygodę dla singli w Grecji". Nie powiem – ta przygoda w Grecji brzmi kusząco. Nie wiem tylko, czy moja definicja przygody pokrywa się z definicją organizatorów tych przygód, ale przecież zawsze można zapytać, co kryje się pod tą enigmatyczną nazwą. Jednak, choć z nawiązywaniem relacji z nowo poznanymi ludźmi nie mam specjalnie problemów, życie nie raz pokazało mi, że wakacje w przypadkowym towarzystwie mogą być istnym koszmarem i człowiek wraca z nich bardziej wyczerpany niż przed wyjazdem. Tak się bowiem składa, że nie raz w życiu zaliczyłam daleki wyjazd w bardzo przypadkowym towarzystwie. Parę razy udało mi się trafić na fajnych ludzi, ale niestety zdecydowanie częściej trafiałam na grono, z którym nie miałam zbyt wiele wspólnego. I nie chodzi tu absolutnie o możliwość prowadzenia dyskusji na jakimś sensownym poziomie. Bardziej wykańczający był styl urlopowania, którego ja nie preferuję, a który był zdecydowanie kultywowany przez resztę towarzystwa. Rozumiem, że wakajki są po to, żeby odpiąć wrotki, wychillować, poimprezować. Sama nie należę do grona, które zrywa się o świcie i biegnie zwiedzać okoliczne zabytkowe kościoły. Mimo wszystko ja w tym swoim party mood zawsze wykazuję jakiś umiar, który jest dobry dla mnie, mojego organizmu i mojej psychiki. Dlatego wakacje spędzane w grupie osób, które przez dwa tygodnie przekraczają granice bardziej niż we wszystkich częściach "Kac Vegas" są kompletnie nie dla mnie. Podczas ostatniej randki zostałam zapytana o moje wakacyjne plany. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam więc, że nie wyjeżdżam nigdzie, bo… inflacja, podwyżki stóp procentowych, masakryczne ceny wyjazdów, a poza tym, to nie mam z kim. Mój towarzysz nie bardzo był w stanie pojąć to, że w wakacje można nie wyjechać, no bo: "Co ty niby będziesz robić w tej Warszawie?". No więc mu powiedziałam, że ja sobie zawsze znajdę coś ciekawego do roboty, a akurat w stolicy to naprawdę jest co robić. Jego mina kompletnie nie pokazywała, że on rozumie mnie, moje podejście i moje argumenty. Chłop był w totalnym szoku, bo: "Tak się w ogóle da? Nie wyjeżdżać? I żyć normalnie?". No ja uważam, że się da, ale chyba niespecjalnie go przekonałam. Zdecydowanie trafiłam do szufladki, w której umieszcza się ludzi pokręconych i kompletnie nienormalnych. Oh well… nie pierwszy i nie ostatni raz. MoniKa Chcesz się podzielić swoimi spostrzeżeniami? Napisz: redakcja@ MoniKa — warszawianka urodzona w 1983 r. Połączenie Tesseractu i Enigmy charakteryzujące się typem osobowości, którym obdarzani są genialni złoczyńcy. Nie lubi mówić, że jest singlem, bo czuje się jak longplay. Myśli za dużo i jeszcze więcej analizuje. Miłośniczka kina, piłki nożnej i muscle carów. Ze słodyczy najbardziej lubi tatara, a od kolorowych drinków z palemką woli piwo. Nie lubi disco polo i chamstwa. Uczulona na głupotę. Perfekcyjnie posługuje się cynizmem i sarkazmem. Źródło: